Pewnie nie raz psioczyliście na fachowców różnej maści. A czy kiedykolwiek zastanawialiście się dlaczego jest tyle powodów by na nich kląć!?
Ja ostatnio zaobserwowałem taką rzecz:
Jak wiecie, buduję Ganek, właściwie dwa ganki. Zanim zacząłem cokolwiek, najpierw rozrysowałem sobie na karteluszcze, co mniej więcej jak ma wyglądać i na tej podstawie kupowałem materiały budowlane. Kiedy skończyłem pierwszy ganek (z zewnątrz), zabrałem się za drugi i… wtedy zmieniłem koncepcję, skracając go o połowę. W zasadzie same plusy, mnie roboty, mniej materiałów szybciej skończę. Wyszedł jednak jeden drobny problem. Otóż kiedy zamawiałem blachę, poprosiłem by pocięto ja na długośc 290 cm. Taka tez dostałem. No a teraz mam ganek o połowę krótszy, więc i blachę muszę skrócić. Jak!? Nie mam odpowiednich nożyc (wibracyjnych) do cięcia blachy. Szlifierką kątową robić się tego nie powinno, gdyż podczas cięcia blacha się nagrzewa i na odcinku do 6 cm od cięcia topi się ocynk, w tym miejscu blacha będzie rdzewieć, a tego przecież nie chcemy. Nożycami do blachy, takimi zwykłymi ciąć tez nie bardzo bo to blacho dachówka, a nie płaski prosty arkusz. Zacząłem więc pytać znajomych, czy aby któryś nie ma dojścia do takich nożyc. Kosztują one pewnie dobrze ponad tysiąc złotych, więc pytałem z nikłą nadzieją w głosie. Odpowiedzi poza „Nie, nie mam takich nożyc” były podobne. „A weź przetnij szlifierką”, „E oni tylko tak gadają, ja ciąłem i nic się nie stało” itp. itd. Lekko mnie to zirytowało, bo przecież producenci wyraźnie przestrzegają przed takimi praktykami, a tu „nie fachowcy” mi kit wciskają. Wtedy wpadłem na pomysła. W naszej wsi jest jeden koleś, który para się zawodem dekarza. On na pewno musi mieć taki sprzęt. Cóż się okazało!?
Nie. Pan dekarz, fachowiec! Tnie blachy trapezowe, blacho dachówki, i inne rynny zwykłymi nożycami do blachy. Pewnie jeszcze zdziwiony był, że o coś takiego go pytam:( Pożyczyłem więc te zwykłem obciąłem, blacha jest w tym miejscu pokrzywiona z delikatnie zarysowaną powłoką lakieru i pewnie rzeczonego ocynku. Oczywiście części tych zagięć i rys dało by się uniknąć gdybym miał wprawę w cięciu, ale że nie mam to są i szkody.
Kiedy tak męczyłem się tymi nożyczkami (swoją drogą one są chyba z lat siedemdziesiątych) to zacząłem myśleć właśnie o naszych fachowcach. To takie właśnie obszczymury. Po co ma wydawać 2 tysiaki na narzędzia, żeby szybciej robić!? A gdzie mu się kurwa spieszy, robota nie zając nie ucieknie!? A że się męczy!? E tam, przyzwyczajony, poza tym po szóstym piwie zmęczenia nie czuć. Chuj, że blacha pocięta jakby robiło to dwuletnie dziecko, przecież „z tego się strzelać nie będzie”. Tak jest w każdej dziedzinie. Fachowcy nie mają narzędzi, wiedzy, szkoleń z nowoczesnych technik, a bazują tylko (jeśli w ogóle) na doświadczeniu. No bo jak dachy cieli 50 lat temu brzeszczotem, to czemu nie dziś!? Strasznie mnie to spieniło. Wierzcie mi kląłem dwa dni. Zawsze będzie u nas gównianie. Bo albo musiałbym wynająć rzeczywiście profesjonalną firmę, ale zapłacił bym sześć razy więcej, albo będę miał partacza, który od dwudziestu lat nie inwestował w wyposażenie warsztatu.
Jakieś sześć może pięć lat temu, zmienialiśmy piec do CO. Trzeba było wtedy zatrudnić FACHOWCÓW do podłączenia gazu i wody. Ja na czas tej zmiany, pożyczyłem taki młotek elektropneumatyczny (droga sprawa) i kiedy kułem nim w kamieniu miejsce na nowe rury, FACHOWIEC, popatrzył na mnie z litością i mówi „Panie kurwa nie lepiej to majzlem i młotem?”, no i wziął i wyjebał dziurę wielkości obory, żeby wprowadzić tam dwie półcalowe rurki. A ty se to później klej, łataj, szpachluj muruj i chuj wie co jeszcze rób.
Chciałbym zaznaczyć, że ja nie jestem fachowcem, ja nie umiem nic robić i wiele z rzeczy które robiłem są krzywe, nierówne, spaprane, nie wyglądają ładnie, ale ja nie biorę za to pieniędzy!!! A dziś mam kurwa sprzętu sześć razy więcej niż nie jedna ekipa remontowo budowlana!!!
Innym tematem są też chore ceny sprzętu, wieć kto go kupi, wieć producent/dystrybutor jeszcze wyżej podniesie marże żeby zarobił. To się jedno z drugim zazębia i wynika z sieie, ale to już zupełnie inna bajka.