Otóż jak co roku, koło czerwca wypadają moje urodziny. Postanowiłem, że nie będę na nikogo liczył i sam sobie zrobię prezent.
Rok temu czytałem bardzo fajną książkę „Urodzenie biegacze”, w tej to książce spotkałem się z opisem śmiesznych butów. Nie byłbym sobą (albo facetem) gdybym się tym nie zaciekawił i nie poleciał na jakiś nowy gadget. Wtedy napaliłem się strasznie, ale z pewnych względów (chudy portfel) wytłumaczyłem sobie, że to tylko taka nowość, gadget by wyciągnąć kasę i zapomniałem o butkach. Jednak teraz stwierdziłem, że nie ma co! Szaleć to szaleć. Po trzech dniach zastanawiania się jaki model i jaki rozmiar, zakupiłem pięęęęęękne czarne butki FiveFingers
Tylko… cholera…. kurcze… prawy jest ciut za mały :/ Lewego w ogóle nie czuję na nodze ale prawy. Ciśnie mnie w dwa palce. No kurcze pieczone w pysk! Kombinowałem co by tu zrobić, jak to obejść czy może da się je rozciągnąć. Zastosowałem także stara metodę szewców „Bucik za ciasny?, nic nie szkodzi, proszę pochodzić po wodzie, rozciągnie się. A co drugi za duży. Proszę się nie martwić, jak namoknie i wyschnie to się skurczy!”. Skoro szewcy tak mówią! Wsiadłem we wspinaczkowóz i pojechałem do Gdańska, tam na plażę, tam do wody… i się nie rozciągnął, ale co pocieszające nie skurczył się!!!
trochę smutny, wróciłem do Krakowa i powoli zacząłem się godzić z faktem, że mam średnio użyteczne buty w domu. Ale… nie straciłem nadziei! O nie! Wpadłem na szatański pomysł. Obciąłem paznokcie u stopy (prawej tylko, bo po co się męczyć z lewą dodatkowo) i ulga! Cud! But już nie gniecie i mogę śmiało śmigać w moich pieciopalczakach!:)
Jak pochodzę dłużej to opowiem o wrażeniach. Po kilku dniach użytkowania stwierdzam, że chodzi się w tym bardzo, bardzo wygodnie, a odczucia dla stopy są zaskakujące!:) Czuć trawę jak łaskocze w wierzch stopy, a jednocześnie biegam po kamieniach bez żadnych bolesnych odczuć w podeszwie, a co najlepsze, noga wygląda zajebiście ubrana w… ja wiem w „skarpetkę”
P.S.
Wszyscy znajomi bardzo skrytykowali mnie, że kupuję buty dla mody, ze jestem gadżeciarz i że to jest wymysł marketingowców by wyciągnąć kasę od klientów. Dlatego ostrzegam, że krytyczne komentarze, będę bez skrupułów usuwał!!!:)
Dostałem wysmienity prezent, który zasługuje na publikacje tutaj. Tym bardziej, że dawno nic nie pisałem :/
Poniższy tekst został napisany przez jednego Michała i podarowany mi na urodziny. Niesttey, musiałem zaingerować i usunąłem jeden drobniutki nic nie znaczący fragment:)
A oto Dzieło!
Stary Człowiek pogodną ma minę
Czy ma on może jakąś dziewczynę?
Wszędzie tylko z kumplami – na piwo, w skały
Tam udowadnia jak jest wspaniały
Pomyśleć by można – żadna nie spełnia jego wymogu
A jednak to żeńskie wpisy dominują na blogu
Niewiasty komentują i piszą różności
Powodując łechtanie jego próżności
Skądinąd wiadomo, że lubi on komputery
Bez związku lecz z rymem – czterdzieści i cztery
Lecz Dziad to nie Dziady
Oczywiście to żart, nie szukam ja zwady
A cała ta fraszka to bzdury, wszak wiecie
Napisana na jego urodziny, OCENZUROWANO!!!
:ppp
Gupi jestem… szkoda gadać.
W związku z ostatnim gwałtem na wspinaczkowozie, byłem w warsztacie na diagnostyce przedniego zawieszenia. Pan wlazł pod spód samochodu, pogrzebał, postukał i mówi, ze mam zużyty wahacz (o tym to akurat wiedziałem, tylko skąpiłem na naprawę) i końcówkę drążka (a o tym to nie miałem pojęcia). Na co stwierdziłem, ze ja chcę wejść i zobaczyć na własne zdrowe oko. Kiedy wszedłem pod spód, pan do mnie takim tekstem „Ale niech Pan uważa, bo tu się leje z każdej strony”. Chodziło mu o kapiący olej z mojego samochodu. Ja oczywiście uniosłem się strasznie i jeszcze schodząc zacząłem mówić, żeby nie przesadzał (bo wiedziałem, że z wybieraka skrzyni biegów, wstyd powiedzieć, owszem kapie mi olej), kiedy zlazłem to niestety zobaczyłem, że rzeczywiście, leje się
No i tak mi wszedł kurka na ambicję, że na drugi dzień, wymieniłem i wahacz, i cały drążek i drugą jeszcze sprawną końcówkę, oraz rozebrałem połowę silnika, by załatwić nieszczelność. Niestety Wspinaczkowóz, to samochód kolekcjonerski, więc na uszczelkę musiałem długo czekać i samochodzik już od pięciu dni stoi rozebrany. Idę do garażu, może dziś skończę. Przy okazji, wymieniłem i rozrząd, bo już wypadało :d
A wszystko to przez męską ambicję!
Ostatnio spotkałem się z trzema moimi znajomymi dziewczynami. Spotkanie było bardzo miłe, przebiegało sympatycznie, ale nie dlatego o tym piszę. Otóż na tej nasiadówie dowiedziałem się od jednej z dziewczyn, że w Internecie są zdecydowanie tańsze wibratory. No niby nie nowość, bo jakoś całkiem sporo rzeczy w necie jest tańsze. Ale nowością była informacja, że w necie można kupić w ilościach hurtowych prezerwatywy!!! A to już bardzo ciekawa informacja. I słuchajcie, ceny są rewelacyjne!!!
za 30 zł 50 gum i to nie jakieś nie wiadomo co tylko Durex. Odrazu powiecie, że mogą być hmm.. dziurawe!:) A kto nam da pewność, że w aptece nie!?
Zachowam się jak gentelman i nie wspomnę, ze o tych zakupach wspominała Krystyna. Ups.!!!
Żartowałem, z tym imieniem!:) Ale z drugiej strony czy to wstyd!? Tak się wszyscy rumienią na wspomnienie o seksie, gumkach czy wibratorze, a przecież każdy chce to robić i przede wszystkim to jest przyjemne, więc czemu się z tym tak strasznie kryć?
A! I żeby nie było! Ja w ogóle nigdy nie widziałem żadnego wibratora, nawet nie wiem co to jest. A o prezerwatywach to słyszałem w szkole, jak nam pani pokazywała jak taka wygląda, ale też nie wiem co to jest!
Taka typowa rodzinka
Wybrała się na typowy spacer, w plecakach miała typowe wyposażenie, liny, uprzęże i karabinki i wylądowała w typowym sielskim miejscu, pod 20 metrową skałą, nad rzeczką. Mężczyźni, rozpakowali plecaki i zaczęli oglądać skałę, zrzucili linę z góry, wspięli się raz, drugi, trzeci, czwarty… jeden wkurzony hałasem od rzeczki, za pomocą wielkiego drągala przebudował jej bieg i troszkę uciszył. A dziecko!? A dziecko gdzieś tam z tyłu bawiło się nad rzeczką, rzucało kamienie, patyki, grzebało w wodzie, właziło na drzewa, łamało gałęzie i biegało po łące, kiedy oznajmiło, ze chce siku, zostało zachęcone by zrobiło to samo i zrobiło, nawet nie obsikując samego siebie, a najważniejsze, nie przeszkadzało.!
Raj.
I wiecie co, to raj bez kobiet!!!
Gdyby tam tylko zjawiła się jakaś, zaraz słychać było by: „Dziecko, uważaj, nie podchodź, nie rzucaj do rzeki, nie utop się, nie zamocz się, nie chlap, nie właź na skałę, nie łam gałęzi, nie sikaj na środku ścieżki, podciągnij majtki, podciągnij spodnie, załóż czapkę…”. Jestem pewien, że wtedy jeden z mężczyzn za pomocą wielkiego drągala przebudowałby bieg rzeki by bardziej hałasowała, zagłuszając kolejne zdania: „No teraz TY powinieneś się nim zając, ja wiecznie go pilnuję, popatrz co robi, no powiedz mu coś, uważaj na niego….”. Piekło!
I wiecie co, piekło z kobietami!!!
W razie jakby ktoś pytał to.
Na szczęście sytuacja z trzema mężczyznami, nie zwracającymi uwagi na dziecko, jest całkowicie wyssana z palca, nie miała miejsca, i w ogóle nie znam trzech tak beztroskich mężczyzn!:) A wszelkie podobieństwa do osób znanych są przypadkowe i nie odpowiadają prawdzie!
29 kwietnia do 3 maja, to były dni obfitujące w wielgachne wydarzenia, jak dla mojej skromnej i StaroCzłowieczej osoby. Najpierw jakieś dwie nieznane mi osoby wzięły ślub, a co najważniejsze, to wygląd sukni panny młodej był objęty ścisłą, rządową tajemnicą. A ja jej kurde nie widziałem. Następnie beatyfikacja Jana Pawła II, tu bez złośliwych komentarzy, bo naprawdę nie ma po co. Święty człowiek, że wytrzymywał z nami Polakami.
A w poniedziałek zabito Bin Ladena. Wierzcie mi, że we wtorek to ja już się mocno w duchu modliłem o zakończenie długiej majówki, bo bałem się kolejnych ważnych wydarzeń.
Ja sam w te dni czułem się wyjątkowo paskudnie po tym jak lekarze stwierdzili, że „My Pana wyleczymy i poczuje się Pan lepiej”
Kłamali świnie jedne!
Nie dajcie się na to złapać!:)
Pani Pielęgniarka w piątek o 14:30 dała mi zastrzyk, o 17:00 przyszła zapytać jak się czuję. „Ja!? Proszę Pani świetnie! Mógłbym stąd wyjść choćby w tej chwili, nawet w piżamie! Żaden problem. Zrobić tu dla Pani 100 pompek!?” Pielęgniarka dziwnie pobłażliwie na mnie popatrzyła i wyszła. O 17:10, doczołgałem się do dyżurki pielęgniarskiej i słabym cichym głosikiem, z wysokości podłogi, wyszeptałem prośbę o coś na gorączkę. Gdyby nie to, że nie mogłem unieść tułowia na rękach, przysiągłbym, że ta sama pielęgniarka znów popatrzyła na mnie pobłażliwie!
.
Stąd rozumiecie teraz moje obawy co do tego majowego weekendu?
No cóż, znów pracuję. Wprawdzie na pół etatu, ale jednak pracuję. Dopiero półtora miesiąca.
I zaliczyłem już pełną wypłatę. Chcecie wiedzieć ile!? Powiem Wam!
668.93 złote
Jak sami rozumiecie, musiałem to napisać, bo po prostu nie wiem co z takimi pieniędzmi zrobić. POMOCY!!!!
Odrazu mówię, że nie mogę tego przepić, bo nie mogę pić. Na panie lekkich obyczajów też nie wydam bo na wiele to nie starczy. Gdyby istniały jeszcze gumy do żucia „Turbo” to mógłbym ich nakupić z 400 i być może zdobyłbym całą kolekcję obrazków samochodów, ale nie istnieją. Na dzikie szaleństwo nie wydam, bo dzikie szaleństwa są wiele, wiele droższe. Musze wydać na oswojone szaleństwo i kupie olej i filtry do wspinaczkowozu, a za resztę kupie sobie jedną gumę „Orbit”. Na gumę „Durex” już mi nie starczy!:)
Niestety nie mogę zdradzić gdzie to tak dobrze płacą. Powiem jedno, panuje tam taki chaos w organizacji, złodziejstwo, i… ech, wolę już nie mówić!:)
Dziś w godzinach rannych, Wspinaczkowóz został ranny!!!
To są drzwi, a raczej były drzwi od strony kierownika pojazdu.
Stary Człowiek siedzi w garażu i płacze nad każdą ryską, każdym wgnieceniem i odpryskiem lakieru, bolejąc nad gwałtem zadanym jego ukochanemu towarzyszowi. Ale wina sprawcy zostanie wysoko odkupiona, a Wspinaczkowóz naprawiony i doprowadzony do stanu świetności!
Co to plotka z człowieka robi. Sąsiad, będąc u innego sąsiada (nawet kuzyna dla mnie), dowiedziawszy się, że tamten ma problem z pralką, kategorycznie stwierdził, że ja sobie dam radę z jej naprawą. Twierdzenie to nie było absolutnie niczym poparte, prócz zamroczonego alkoholem wewnętrznego przekonania o swojej racji, osobnika który je wygłaszał(dość dziwne to zdanie mi wyszło i nie wiem czy przekazuje to co chciałem wyrazić, ale zmieniać go nie będę, bo mogę je jedynie jeszcze bardziej udziwnić.). W każdym razie dwa dni później zagadnięty zostałem na podwórku przez właścicielkę, jako ekspert od naprawy pralek, czy nie zechciałbym zajrzeć i do tej zdefektowanej maszyny. Namawianie mnie do podjęcia się prób naprawy tej pralki było poparte tym, że ja jakoby świetnie znam się na elektronice, którą to w niezliczonej ilości ów zepsuty sprzęt posiada. „A przecież znasz się na elektronice, bo świetnie znasz się na komputerach”
.
Otóż na komputerach się nie znam, a na elektronice znam się jeszcze mniej niż na hieroglifach, na których znam się jeszcze mniej niż na cząsteczkach elementarnych, na których znam się jeszcze mniej niż na szyciu na którym nie znam się w ogóle!
Z uwieszoną na ramieniu lamentującą babą, szybko straciłem argumenty, przeciw jakimkolwiek próbom zbliżania się do sprzętu AGD i skapitulowawszy smętnie podreptałem do łazienki, gdzie cudo było się zepsuło.
No cóż. Otoczony dwiema terkotającymi kobietami, zastraszony, w ciasnym kącie pod schodami chcąc nie chcąc rozkręciłem tył obudowy, przewróciłem pralkę na bok i… z rozpaczą i łzami w oczach patrzyłem się do środka nie pojmując co w ogóle widzę
Cos tam się orientowałem, że to pralka, ale głównie po tych charakterystycznych drzwiach z okienkiem z przodu:) pomyślałem, że im więcej poodkręcam, tym bardziej wiarygodne będzie, że nie umiem tego naprawić i niech wzywają fachowca!
To był głupi pomysł. Bardzo głupi! Bo niechcący wykryłem co się zepsuło
Otóż szczotki w silniku elektrycznym się zużyły i trzeba było je wymienić na nowe. Rzecz jasna, uznany za cudotwórcę, zostałem obarczony zakupem i wymianą.
Dwa dni później, przydybany na podwórku dowiedziałem się, że pralka znów nie działa!!! Wierzcie mi, naprawdę nerwowo zacząłem pękać i już bym się rozpłakał, ale nadeszła informacja, że jednak działa!!! (co tym razem już nie próbowałem dociekać)
Już odetchnąłem głęboko, kiedy cios padł z najmniej oczekiwanej strony. Mama przyszła i powiedziała: „Synku, nasza pralka nie pobiera płynu”. Mamie już nawet nie próbowałem tłumaczyć, że się nie znam, bo przecież dwa dni temu naprawiłem pralkę u ciotki, więc co w domu mi się już nie chce tak!?!?!?!?!
Zastosowałem podobną metodę
Rozkręciłem ten pojemnik na proszek, wymyłem z tony kamienia, złożyłem i…. działa
.
I co!? Myślicie pewnie, że to koniec!? Jak dzieci, Jak dzieci!!!
Chyba w sobotę, przyszła moja „Krzesno matka” i powiedziała, że pralka się jej zepsuła
Mam zaglądnąć!
Czy u mnie we wsi grasuje jakiś palkowy potwór!? Czy pralki lubią się psuć stadami!?
Borę skrzyneczkę i idę rozkręcać!
Właśnie przeczytałem program i na TVN7 jest „Piątkowy relaks – Rozbitkowie – dramat katastroficzny, USA 1992” Ciekawy relaks! Społeczeństwo robi się nieźle porąbane:)